Obserwatorzy

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

„POCAŁUNEK CIENIA” RICHELLE MEAD

„POCAŁUNEK CIENIA” — RICHELLE MEAD 



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 432.

Trzeci tom cyklu „Akademii Wampirów”.

Recenzja zawiera spoilery dotyczące poprzednich części (czyli „Akademii Wampirów” i „W Szponach Mrozu”)!

Wiktor Daszkow ma stawić się przed sądem, aby odpowiedzieć za swoje czyny, jednak dowiedziawszy się o tym, Rose uznaje, że to nie będzie stuprocentowo sprawiedliwy wyrok, jeśli ona i Lissa nie będą zeznawać. Dziewczęta podejrzewają, że królowa z rodu Iwaszkowów może chcieć oczyścić go z zarzutów bądź złagodzić mu karę ze względu na jego pochodzenie. I tak oto tajemniczy darczyńca sprawia, że parę dni później młoda dampirzyca wraz ze swoją podopieczną wylatują prywatnym samolotem na Dwór.

Ponadto w Akademii zaczynają ją podejrzewać o szaleństwo, którego powodem może być Pocałunek Cienia — i przez który widzi ona duchy oraz odkrywa w sobie dziwną moc pozwalającą jej wykrywać strzygi. Jednak czasami jest już za późno, aby uratować wszystkich, nawet z takim darem…

Co do wątku miłosnego — jest mi okropnie żal Adriana, którego pokochałam całym swoim serduszkiem. Natomiast Dymitr nagle dziwnie zmienił poglądy dotyczące relacji on-Rose, co mnie trochę zastanawia. Niemniej jednak ten wątek jest poprowadzony bardzo dobrze, a jak się dołoży doń jeszcze spiski na dworze i to, że przecież Wiktor Daszkow zna jeden z największych sekretów Rose, sprawia, że świat dampirzycy staje na głowie.

W końcu doczekałam się porządnego plot twista, czy jak kto woli — zwrotu akcji. Naprawdę. Po przeczytaniu ostatnich zdań siedziałam i zastanawiałam się, CO SIĘ WŁAŚNIE STAŁO I DLACZEGO, HALO.

Ponadto cieszę się, że właśnie pociągnięto wątek Wiktora Daszkowa, bo bałam się, że autorka może o nim zapomnieć. Rzecz jasna, jak to Richelle Mead, wiele opisów musiałam omijać, bo znów spotykałam się z fragmentami będącymi streszczeniami poprzednich części, co — moim zdaniem — jest zbędne. Innymi słowy mówiąc, przynudza.

Ze względu na to, że z tomu na tom dzieje się coś więcej, jest coraz lepiej — mam dość spore wymagania dotyczące czwartej części, „Przysięgi krwi”.

Ponadto była to pierwsza książka z tej serii, przy której się popłakałam. Owszem, po zakończeniu drugiej też było mi niesamowicie smutno, jednak ta… coś nie do opisania.

Brakowało mi tylko dobrych opisów brutalności, w końcu skręcanie karku powinien czytelnik poczuć, mam rację?

Jak już pisałam w poprzedniej recenzji, z tomu na tom jest coraz lepiej, i szczerze mogę polecić tę serię!


Moja ocena: 8,5/10.

Mój bookstagram tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz