Obserwatorzy

sobota, 14 kwietnia 2018

„W MOCY DUCHA” RICHELLE MEAD

„W MOCY DUCHA" — RICHELLE MEAD



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia.
Ilość stron: 483.

Piąty tom serii „Akademia Wampirów”.

Recenzja może zawierać spojlery dotyczące poprzednich części!

Po nieudanej wyprawie na Syberię, gdzie Rose chciała uwolnić duszę ukochanego od cierpienia przez życie jako strzyga, wraca do Akademii. Zostaje namówiona na nadrobienie zaległości i podjęcie się egzaminów kończących jej edukację, dzięki którym będzie ona mogła stać się prawdziwą strażniczką. Jeszcze niegdyś było to jej marzeniem, jednak teraz sprawy przybrały zupełnie inny kierunek, kiedy w grę wchodzi nadzieja i… jeden z największych przestępców świata morojów — Wiktor Daszkow.

Skazany wcześniej za uprowadzenie księżniczki Wasylisy Dragomir, aby uzdrawiała go swoją mocą, dostanie teraz szansę na ucieczkę. Pytanie tylko, czy z niej skorzysta…?

Ta część, jak to z tą serią już bywa, powala wszystkie pozostałe na kolana tym, jak akcja gna i co się wyprawia. A dzieje się bardzo sporo, wręcz w pewnym momencie za dużo!

Już tak mam, że w stresujących sytuacjach nie potrafię czytać książki ze spokojem i skupieniem, a w “W mocy ducha” musiałam przeskakiwać — według mnie — odrobinę zbędne opisy, by przejść zaraz do akcji. To, co się dzieje na początku, to nic, w porównaniu z dalszym biegiem wydarzeń — szczególnie z ostatnimi stronami, które po prostu wgniatają w fotel (choć w sumie czytać skończyłam na przystanku, czekając na autobus, więc niedosłownie, bym rzekła).

Rose wciąż jest taka sama — wspaniała i idealna w walce, ale zbyt impulsywna i bardziej podatna na gniew. Lissa zaś przejmuje parę niekoniecznie dobrych, ale też nie do końca złych, cech od przyjaciółki, choć i uważana przez niektorych morojów za świętą przez swój niespotykany czyn. Christian to wciąż ten sam sarkastyczny chłopak, tyle że — wraz z Lissą — nieco fajtułapowaty.

No i został nam Adrian ze swoją rodziną.

Zgodnie z obietnicą dampirzyca dała Iwaszkowi szansę i będąc z nim w związku, wcale nie czuje się tak źle. Jednak na myśl o kimś z jego rodziny, a już w szczególności o królowej…

I właśnie. Wątek Tatiany Iwaszkow to jeden z ciekawszych i wciąż stojących dla mnie pod znakiem zapytania wątek. W pewnym momencie miałam wrażenie, że znam tę postać bardzo dobrze i już nic mnie w niej nie zaskoczy, a tu — bum!, coś nieoczekiwanego i zdumiewającego. Z początku — jak chyba wszystko w tej serii — wydaje się być ona złą królową, jak w co drugiej książce, jednak możemy się przekonać, że pod maską chłodnej i nieprzyjemnej kryje się dobra i ciepła ciotka, jaką jest dla swojego bratanka, Adriana.

Nie powiem, były momenty, kiedy miałam sporą niechęć do królowej, w duchu narzekałam, że autorka nie podołała zadaniu z jej kreacją, jednak to wszystko, te wszystkie moje słowa, wycofuję. Ta postać daje również do myślenia, że tak naprawdę ludzie nie zawsze ukazują prawdziwych siebie, chowają swoje prawdziwe „ja”, że nie powinno się oceniać po okładce — nie tylko książki ;)

Przede mną już ostatni tom, ostatnie chwile w świecie dampirów, morojów i strzyg. Czytając pierwsze trzy tomy, starałam się to robić na tyle szybko, aby mieć odhaczoną tę serię, jednak teraz wiem, że prawdopodobnie czeka mnie po niej tak zwany „książkowy kac”.

Nie mam na to słów, po prostu musicie sięgnąć po “W mocy ducha”!

Moja ocena: 9/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz