„SIMON ORAZ INNI HOMO SAPIENS” — BECKY ALBERTALLI
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Nastoletni Simon Spier, odkrywszy niedawno swoją orientację seksualną, poznaje w internecie Blue. Blue to chłopak mniej więcej w jego wieku i uczęszczający do jego szkoły, niemniej jednak oboje nie wiedzą, jak ten po drugiej stronie ekranu ma naprawdę na imię. Ukrywają się za fałszywymi imionami, dzięki którym czują się bezpieczniej, wymieniając między sobą maile i rozmawiając na tematy, których normalnie by się wstydzili.
I wtedy ich korespondencję odkrywa Martin, szantażując chłopaka — jeśli ten mu nie pomoże podbić serce jego przyjaciółki, Martin nie zawaha się obwieścić światu, iż Simon oraz pewien Blue są gejami.
(Od razu zaznaczam, że miałam ogromny problem z napisaniem recenzji tej książki, gdyż trudno mi było oddać wszystkie moje uczucia i myśli na jej temat. Dlatego już teraz wspomnę, że to złota książka i warto po nią sięgnąć czym prędzej, a 15 czerwca udać się do kin na jej ekranizację!)
Becky Albertalli przeszła samą siebie w napisaniu tak wspaniałej historii o miłości i przyjaźni oraz akceptacji samego siebie. Postacie, jakie poznajemy na początku historii, mogą wydawać nam się schematyczne, jednak później wychodzą one poza granice schematów i trudno się w nich nie zakochać.
Szkoda tylko, że Simon jest homoseksualny, bo to mój ideał i wielka miłość. :C
Humor w książce jest jedną ze wspanialszych rzeczy, choć lawirowanie między smutkiem a radością wychodziło autorce równie dobrze, przez co w pewnych momentach nie wiedziałam, czy płaczę ze śmiechu, czy może to już smutek. Ponadto opisy uczuć, jakie towarzyszą bohaterom przy coming out, to coś cudownego. Czułam, jakbym przeżywała to na własnej skórze.
Styl pisania jednak chyba najbardziej podbił moje serce. Już pierwsze zdanie, jakie zaczyna książkę, mówi jasno: to będzie coś niesamowitego.
Historia może wydawać się banalna, ale taka nie jest. Nie mamy trójkątów miłosnych, choć z początku na to wygląda — przez szukanie Blue w każdym chłopcu ze szkoły Simon gubi się w uczuciach, a do tego dochodzi kryzys jego przyjaciół, który on sam rozpoczął. Tam cały czas coś się dzieje.
Ach, i zapomniałabym o najważniejszym — Biebera, czyli psa rodziny Spierów, było zdecydowanie za mało w tej książce! Przeuroczy psiak.
Natomiast zakończenie i tożsamość Blue… to po prostu wbija w fotel. A najgorsze — a może najlepsze? — jest to, że wokół było tyle wskazówek, rozwiązanie było na tacy… a mimo to Becky tak manipuluje czytelnikiem, że dopiero potem to wszystko dostrzega, wstępnie wysuwając złe wnioski.
Zakochałam się w tej książce.
Bardzo żałuję, że nie była moja, a pożyczona, bo chciałabym do niej wrócić jeszcze nieraz, dlatego też zapowiada się nieplanowany zakup, huh. Kiedyś pójdę z torbami przez te książki...
Co do mojej oceny — długo się wahałam (właśnie dlatego dopiero po prawie dwóch tygodniach jest recenzja) nad oceną między 9,5 a 10. Niemniej jednak ocena jest, jaka jest, tylko dlatego że zakończenie, poza wielkim zaskoczeniem, było nieco za słodkie, wręcz przesłodzone.
Poza tym — co już uznaję jako bonusik do recenzji — bardzo mocno zawiodłam się na korekcie po przetłumaczeniu tej książki (chyba pora zamówić ją w języku angielskim), bo doszukałam się mnóstwa błędów, czasami miałam wrażenie, jakby ktoś to poprawiał/tłumaczył na telefonie i szwankowała mu autokorekta. To jeden z większych minusów, ale na szczęście nie odejmował za wiele książce.
Ocena: 9,5.
Cytat:
„Blue mówił o oceanie oddzielającym ludzi. I że w tym wszystkim chodzi o to, by znaleźć brzeg, do którego warto będzie płynąć”.
Więcej zdjęć z tą prześliczną okładką jak zawsze na moim bookstagramie!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz