Obserwatorzy

poniedziałek, 19 marca 2018

„W SZPONACH MROZU” RICHELLE MEAD

„W szponach mrozu” — Richelle Mead




Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 328
Seria: „Akademia Wampirów”

Drugi tom cyklu „Akademia Wampirów” opowiadający o dalszych losach naszych dwóch nierozłącznych (i to dosłownie!) przyjaciółek.

Recenzja zawiera spoilery dotyczące pierwszej części! Recenzję pierwszej możesz przeczytać [tutaj].

Po nieudanej próbie porwania Wasylisy Dragomir — wampirzycy szlachetnej krwi, która jest równocześnie ostatnim przedstawicielem swojego rodu — księżniczka wraz z Rose wracają do Akademii.

I zamiast dostać więcej odpowiedzi, jest na odwrót, kiedy się okazuje, że nagle strzygi zaczęły współpracować z ludźmi, liczba pytań więc wzrasta do tego stopnia, że trudno nam się niekiedy połapać. Ponadto zjawia się tajemniczy Adrian, którego naprawdę nie sposób nie kochać…

Niewiele chcę zdradzać z fabuły, bo jest w tej książce zdecydowanie więcej zwrotów akcji w porównaniu do pierwszej części. No i jest to tom poświęcony głównie rozterkom miłosnym nie tylko Rose. Póki z Dymitrem się skrywają, są poniekąd bezpieczni, ale w ich relacji zjawia się nagle ktoś trzeci.

A potem czwarty.

No i na dokładkę piąty.

Historia trzyma w napięciu, a na końcu trudno nie uronić choćby łzy. Nadal czuję jakiś niewielki ból, kiedy w trzecim tomie jest wspominana pewna rzecz. Uch…

Nie mogłam się na tyle oderwać, że udało mi się przeczytać tę część w jeden wieczór.

Może opisy brutalnych scen nie były takie, jak w „Dworze Cierni i Róż ”, niemniej jednak robiły wstrząsające wrażenie.

Co do stylu autorki — bardzo mnie zaskoczył. Richelle Mead w pierwszym tomie Akademii głównie prowadziła dialogi z przeplatanymi przez nie drobnymi opisami, natomiast tutaj — opisy, w końcu poznajemy główną bohaterkę i lepiej przyglądamy się życiu uczniów. Niestety, ale jest również niewielki, acz irytujący, minus — autorka streszcza nam cały pierwszy tom w „prologu”, a potem powtarza te same opisy, jak gdyby chciała przypomnieć czytelnikowi jedne z mniej istotnych faktów. I to tak co pięć stron. Szczerze mówiąc, jak już tylko widzę te opisy, to je omijam. Inaczej chyba bym zasnęła w środku akcji.

Mimo że główna bohaterka jest dla mnie w dalszym ciągu dość schematyczna, to coraz bardziej przekonuję się do tej serii i wierzę, że dalej tylko się rozkręca!

Jeśli kiedykolwiek mieliby wznowić ekranizację „Akademii Wampirów” (z tego, co mi wiadomo, nakręcono tylko pierwszą część), to bardzo chętnie bym obejrzała, szczególnie że jest tam tyle zarówno wspaniałych, jak i brutalnych scen!

Mój ulubiony cytat:
Zazdrość sprawia, że wygadujemy najróżniejsze głusptwa.

Moja ocena: 8/10.

(Więcej zdjęć z tą śliczną okładką czy też pierwszym tomem na moim instagramie).

wtorek, 6 marca 2018

„Dwór Cierni i Róż” Sarah J. Maas

„Dwór Cierni i Róż” — Sarah J. Maas

Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal
Ilość stron: 527

Co może powstać z połączenia baśni o Pięknej i Bestii oraz legend o czarodziejskich istotach? [...]” — opis wydawcy.

Dziewiętnastoletnia Feyra, główna bohaterka książki, pochodzi z biednej rodziny i aby ją wyżywić, poluje na zwierzęta. Brzmi znajomo, prawda? A jak jeszcze powiem, że jest mistrzynią w strzelaniu z łuku…?

Tak, w tym aspekcie Feyra jest łudząco podobna do głównej bohaterki ze znanej trylogii „Igrzyska Śmierci”. Jednak nie należy od razu skreślać serii na tej podstawie.

Feyra jest najmłodsza z trzech sióstr i na łożu śmierci matki przyrzekła, że zajmie się nimi oraz ojcem, mimo że czasami czuje się tym zbyt zmęczona. Będąc małą dziewczynką, na własne oczy widziała, jak zbiry zabrały prawie cały ich majątek (który był w miarę pokaźny) i pobiły jej ojca w taki sposób, że uszkodzona została jego noga.

Jednak akcja nie toczy się w czasie młodych lat dziewczyny, a wszystko dzieje się po tym, gdy na jednym z polowań, chcąc trafić sarnę, również celuje w stojącego niedaleko wilka. Bardzo podejrzanie wyglądającego wilka.

Życie za życie, jak to mówią, tak więc kiedy jedna z czarodziejskich istot, fae wysokiego rodu, której świat jest odgrodzony murem od świata ludzi, przybywa do wioski i daje jej dwa sposoby na zadośćuczynienie, Feyra nie ma wyjścia. Trafia na Dwór Wiosny, którego pałacowe ściany skrywają więcej mrocznych tajemnic, niż mogłoby się zdawać.

Tak jak mówi opis powieści, jest tutaj nawiązanie do znanej na pewno wielu baśni o Pięknej i Bestii. Owe nawiązania nawet bardzo łatwo wyłapać.

Sarah J. Maas ma bardzo lekkie pióro, przez co książkę czytało mi się naprawdę przyjemnie. Nie było nawet momentu, w którym chciałam rzucić nią na bok i zabrać się za coś innego, jak to często u mnie bywa. Wykreowane postacie są ciekawe, aczkolwiek Feyra — moim zdaniem — była zbyt „typowa” jak na książki tego typu. Tamlin, choć z początku wydawał się być łudząco podobny z charakteru do Bestii z baśni według Disneya, tak naprawdę był postacią ciut mdłą. Liczę, że w drugiej części bardziej rozwiną jego wątek.

Kiedyś czytałam opinie, że Sarah J. Maas najczęściej najlepiej kreuje postaci drugoplanowe. I póki co muszę się zgodzić.

Główna antagonistka miała ciekawy charakter, ciekawą historię i nie można było o niej powiedzieć jak o postaci złej, bo złej. Miała swoją historię, którą powoli odkrywała przed czytelnikiem. To samo z jej sprzymierzeńcem, którego polubiłam, szczególnie po ostatnich stronach. No i mamy przyjaciela naszej „bestii” — Luciena. Lucien to postać barwna, z krwi i kości, mająca na tyle skomplikowane relacje z rodziną i przyjaciółmi, charakterystyczne dlań zachowania, że aż nie da się jej nie kochać. A przynajmniej w moim odczuciu.

Jednak poza intrygami, których niemało, oraz romansem, jest jeszcze jedno: brutalność.

Opisy są tak dobre, że aż czułam łamanie kości na własnych. Odczuwałam to wszystko z bohaterką, miałam ciarki na plecach i wszystko mnie bolało. Dobre opisy brutalnych scen poznajemy po tym, że słyszymy każdy najmniejszy odgłos łamania kości czy wyrywania mięśni, jakby to wszystko działo się obok nas. A ja tak właśnie miałam podczas czytania „Dworu Cierni i Róż”.

Szkoda, że jakoś nic nie wskazuje, bym się kiedyś doczekała ekranizacji, bo to jest tak dobre… ❤

EDIT: Jestem niesamowicie podekscytowany na myśl o tym, że jednak ekranizacja będzie miała miejsce!

Mój ulubiony cytat:
„Nie wstydź się nawet przez chwilę robienia tego, co przynosi ci radość ”.

Moja ocena: 9/10.

Na moim instagramie możecie znaleźć wiele zdjęć z okładką Dworów w roli głównej :D
hashtag.loves.books — instagram