Obserwatorzy

czwartek, 10 sierpnia 2017

PRZEDPREMIEROWA RECENZJA #7 – "DANCE&SING&LOVE MIŁOSNY UKŁAD" LAYLA WHELDON

„Dance&Sing&Love Miłosny Układ" Layla WheldonZnalezione obrazy dla zapytania milosny uklad layla wheldon

Ilość stron: 528. Wydawnictwo: Editio Red.


Livia Innocenti jest zawodową tancerką. Razem z zespołem robi show podczas koncertów i teledysków największych gwiazd muzyki. James Sheridan jest topowym piosenkarzem, bożyszczem fanek i ulubieńcem portali plotkarskich. Spotykają się w Rzymie w czasie wspólnego tournée po Europie. Livia szybko przekonuje się, że woda sodowa uderzyła młodemu celebrycie do głowy. Nikt jej tak nie wkurza na próbach, jak arogancki i egoistyczny James. Na dodatek choreografia przewiduje kilka utworów w ich wykonaniu w duecie. Początkowo nie potrafią się dogadać i nawzajem się ignorują, jednak serca nie da się oszukać, nie na dłuższą metę. Czy będzie to szczęśliwy układ? Jakie role przyjdzie im wspólnie zatańczyć w tej historii?

Podążanie za głosem serca nie zawsze jest takie proste, jak się wydaje, i nie zawsze słuszne. Czasem kierowanie się rozumem jest najlepszą drogą, bo miłość, zamiast uszczęśliwiać, potrafi sprawiać ból. Zatrać się w historii pełnej pasji, pożądania, zwrotów akcji i gorących rytmów". – opis wydawcy.

Nie schodząca z Top 10 Romans na Wattpadzie książka o miłości, pasji i pożądaniu.

Opowieść piękna, choć skomplikowana. Wciągająca, nie pozwala się od siebie oderwać!

Styl autorki jest lekki i przyjemny, choć do niejednego mogłabym się uczepić, jak trochę typowe rozpoczęcie znajomości. Ale! Jej rozwinięcie, to, jak toczą się te wszystkie wydarzenia, sprawiają, że chce się więcej i nie patrzy się nawet na nie do końca schematycznego bad boya.

Miałam tę przyjemność przeczytania książki w wersji na Wattpadzie – bez korekt, łamania językowego i tak dalej. Powiem szczerze: jeszcze żaden romans mnie tak nie wciągnął, a czytałam ich wiele (teraz czytam głównie fantasy z wątkami miłosnymi).

Livia często mnie irytowała, nieraz miałam ochotę do niej podejść, trzepnąć w głowę i krzyknąć prosto w twarz „Kobieto, ogarnij się!". James natomiast bywał dla mnie zagadką, ale i w pewnym sensie... kimś, kogo najbardziej znałam z całej opowieści, a książkę mamy z perspektywy Liv.

Jednakże nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o moim ulubionym duecie – Kathy (albo Kakathy; ci, co czytali, zrozumieją, a ci, co nie czytali, będą musieli przeczytać) oraz Zafira Malufa (a jak ja go nazywam – Kefira Malucha :'D).

Najlepsi przyjaciele głównych bohaterów, jednocześnie najwspanialsi swaci na całej kuli ziemskiej. Nie znam lepszych!

W książce nie brak też mojego ulubionego, sarkastycznego humoru. Poza tym powieść jest nasiączona whiskey, które jest jednym z wielu ważnych elementów!

Czytelniku, zatrać się w rytmicznym biciu serc tych dwoje i odtańcz z nimi taniec uczuć w Miłosnym Układzie, którego choreografem jest życie.

Moja ocena: 8/10.

środa, 9 sierpnia 2017

"ŚWIATŁO MIĘDZY OCEANAMI" M. L. STEDMAN

„Światło między oceanami" M. L. Stedman


Ilość stron: 432. Wydawnictwo: Albatros

Rok 1920. Tom Sherbourne, inżynier z Sydney, wciąż nie może się uporać ze wspomnieniami z Wielkiej Wojny. Posada latarnika na oddalonej o 100 mil od wybrzeży Australii niezamieszkanej wysepce Janus Rock i kochająca żona Isabel, która decyduje się dzielić z nim samotność, stopniowo przynoszą mu spokój i pozwalają pokonać upiory przeszłości. Los wystawia ich jednak na ciężką próbę. Po dwóch poronieniach i wydaniu na świat martwego chłopca, Isabel dowiaduje się, że nie będzie mogła mieć dzieci, i popada w depresję. I wówczas zdarza się cud: do brzegu wyspy przybija łódź ze zwłokami mężczyzny i płaczącym niemowlęciem. Ulegając namowom żony, kierując się głosem serca, a nie zasadami moralnymi, Tom podejmuje decyzję, której konsekwencje położą się cieniem na życiu wielu ludzi...

Poruszająca opowieść o niszczycielskiej sile niewłaściwych wyborów. O złych decyzjach dobrych ludzi. O szczęściu, z którego tak trudno zrezygnować..." – opis wydawcy.

Książka z początku nudna i zniechęcająca. Podchodziłam do niej dwa razy i dopiero za drugim przebrnęłam przez pierwsze rozdziały i zawdzięczam to chwilom, gdy nie miałam, co czytać i robić.

Opowieść sama w sobie jest piękna i ukazuje wartości, o jakich niekiedy zapominamy. Pokazuje łączącą więź rodzica z dzieckiem i dziecka z rodzicem, ale również nie jest tak kolorowa, jak większość tego typu powieści, lecz jest nasączona bólem i cierpieniem. Nie ma tu nieodwzajemnionej miłości, romansów. Jest tylko smutek, zmieszany z radością i czerpaniem przyjemności z małych rzeczy i nie tylko.

Jak już wspomniałam, pierwsze rozdziały to niekończące się wywody na temat historii danych miejsc. Są tam wplecione też uczucia, jakich doświadczają byli żołnierze. Pokazane jest, jak wojna niszczy ich psychikę i utrudnia odróżnianie dobra od zła. 

Ujawniana historia fragment, po fragmencie coraz bardziej wciąga. I, choć nie byłam do niej przekonana, na pewno znajduje się na mojej Top Liście!

Porusza i chwyta za serce bez skrupułów, miażdżąc je ostatnimi stronami. Potok łez był nie do powstrzymania, rewelacyjne opisy przeżyć.

A to wszystko dopełnia samotne światło latarni na małej wysepce Janus Rock, którą pokochałam.

Niesamowite jest to, jak w życiu dwóch rodzin, może namieszać mały, uroczy brzdąc.

Bohaterowie są wykreowani tak dobrze, że to aż niemożliwe. Nawet przez chwilę nie miałam myśli „Ale to przecież tylko wyimaginowani ludzie...". Jestem pod wrażeniem też, jak rewelacyjnie autor potrafi manipulować uczuciami.

Nie powiem, z początku denerwowało mnie podejście Toma czy też Izzy, ale potem zaczynałam rozumieć, dlaczego postępują tak, a nie inaczej. Zapewne się powtórzę, ale pokochałam ich.

Dlatego największym ciosem były dla mnie ostatnie rozdziały. Nie wiem, ile płakałam, ale co chwila wybuchałam płaczem. Aż trudno mi było czytać dalej, choć może to był znak, bo potem było jeszcze gorzej...

Jeszcze niecały rok temu myślałam, że nie istnieje historia, która wzruszy mnie tak (albo i bardziej!), jak „Zanim się pojawiłeś". Myliłam się.

Na samo wspomnienie, przechodzą mnie ciarki.

Moja ocena książki: 9/10.

Chyba nie muszę mówić, jak bardzo polecam. ♥

Moja ocena jej ekranizacji: 7.5/10

A Wy, czytaliście już "Światło między oceanami"? Jak Wam się podobała historia małej Lucy?

niedziela, 6 sierpnia 2017

WRAP UP LIPIEC 2017, czyli jak mało przeczytałam w lipcu...

WRAP UP LIPIEC 2017



Lipiec był dla mnie miesiącem wyjazdów – i spontanicznych, i planowanych. Z tego względu za wiele książek nie udało mi się przeczytać. Poza tym książki zjadają pieniądze i odchudzają portfel, więc czytałam dość oszczędnie, by mieć coś jeszcze na sierpień.

Ale i tak jestem z siebie dumna, choć jak patrzyłam na Wrap Up u innych blogerów, to się załamywałam, jak mało przeczytałam w stosunku do nich.

W każdym razie są to książki, o których jeszcze nic nie było na blogu (ale będzie!), albo niedawno pojawiły się recenzje. 

Bez zbędnego biadolenia, przechodzę do sedna. :D

Przeczytane w tym miesiącu:

– "Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins.

Książka nie przypadła mi do gustu, szczerze powiedziawszy się wręcz na niej zawiodłam. Nie będę tu mówić za wiele, aczkolwiek było to dla mnie największe rozczarowanie lipca.

(Recenzja niebawem.)

– "Klątwa Przeznaczenia" Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka.

Książka była w miarę przyjemna, po mimo paru błędów logicznych. Zaskoczyła mnie, choć też nie powaliła na łopatki. To była przyjemna lektura.


– "Czerwona Królowa" Victoria Aveyard.

Książka, która podbiła moje serce, choć nie należy do najwybitniejszych, nie jest również zła. Bardzo na plus!


– "Światło między oceanami" M. L. Stedman.

Wzruszająca opowieść o przeszkodach, jakie pod nogi kładzie nam życie. Mimo trudnego do przebrnięcia początku, pozycja warta jest dotrwania do końca. Czytając ją, pamiętajcie, by mieć w pobliżu zapas chusteczek!

(Recenzja niebawem.)

Ilość przeczytanych: cztery. Niewiele, choć są wakacje. Szkoda tylko, że książki tak mi portfel odchudzają. 

Książki zakupione w tym miesiącu:

– "Razem będzie lepiej" Jojo Moyes. 

Jeszcze nie czytałam, jest to mój plan na sierpień.

– "Szklany Miecz" Victoria Aveyard (kontynuacja "Czerwonej Królowej").

Jeszcze nie czytałam, jest to mój plan na sierpień.

Ilość zakupionych: dwie. A miałam oszczędzać i nic nie wydawać...

Plany na sierpień


Mam dużą nadzieję, iż uda mi się w tym miesiącu przeczytać:

– "Razem będzie lepiej" Jojo Moyes,

– "Szklany Miecz" Victoria Aveyard,

– "Kroniki Jaaru: Księga Luster" Adam Faber,

– "Dance&Sing&Love: Miłosny Układ" Layla Wheldon

i, gdybym dorwała w jakiś sposób, to również:

– "Buntowniczka z pustyni" Alwyn Hamilton.

Poza tym planuję po raz drugi przeczytać "Syrenę" Kiery Cass, gdyż jest ona naprawdę dobrą wakacyjną pozycją! ♥


A jakie Wy macie plany na najbliższy miesiąc i ile Wam się udało przeczytać? :D Chwalcie się w komentarzach ♥

piątek, 4 sierpnia 2017

"CZERWONA KRÓLOWA" VICTORIA AVEYARD

,,Czerwona Królowa" Victoria Aveyard




Ilość stron: 483. Wydawnictwo: Moondrive.
,,Mieszkańcy Norty dzielą się ze względu na kolor krwi, na Srebrnych – arystokratów o nadprzyrodzonych umiejętnościach, i Czerwonych – zwykłych ludzi wykorzystywanych jako tania siła robocza i przymusowo wysyłanych na wojnę, która toczy się od prawie stu lat.
Właśnie taki los czeka wkrótce siedemnastoletnią Mare Borrow. Wydaje się, że dziewczyna ma jedynie złodziejski talent, ale gdy trafia na królewski dwór jako służąca, odkrywa w sobie moc, która stanowi dla Srebrnych ogromne niebezpieczeństwo.
Tymczasem w wyniszczonym kraju robi się coraz bardziej niespokojnie. Na sile przybierają ataki tajemniczej Szkarłatnej Gwardii walczącej o wyzwolenie Czerwonych...
" – opis wydawnictwa.

Wiele osób porównuje tę książkę do znanej zapewne większości z Was serii "Rywalki" Kiery Cass, czy też "Szklanego Tronu" Sarah J. Maas. Nie czytałam co prawda tej drugiej, ale na pewno nie mogę się z tym zgodzić.

Młodzieżowe fantasy z klimatami pałaców, magicznych zdolności i arystokracji zawsze ma wspólne wątki. Podział "lepsi – gorsi" istnieje w każdej tego typu powieści. Pałac i miłostki. Jak to mówią – miłosny trójkąt. No i odkrycia swoich korzeni. Czy przez te wspólne cechy należy porównywać jedną książkę do drugiej?

W "Czerwonej Królowej" i "Rywalkach" te wątki są mocniej wyróżnione. W jakiejś innej serii mogą być niezauważalne, ale wciąż . Moim skromnym zdaniem te porównania są odrobinę nie na miejscu. Zresztą jeszcze nieraz się na ten temat zapewne wypowiem...

Ale wracając do książki. Bardzo szybko i bardzo przyjemnie mi się ją czytało, jeśli patrzymy na styl autorki. Lekki i swobodny. Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, choć główna bohaterka – Mare – jest najbardziej irytującym stworzeniem w książkowych wszechświecie. Naprawdę! Jej przyjaciel z dzieciństwa zaś – Kilorn – to jeden z najbardziej rozbrajających bohaterów w tej powieści.

Bardzo przypadło mi do gustu również takie jakby zagranie psychologiczne. Ta przebiegłość i tak naprawdę banalny przekaz. Ileż to razy w treści był zaznaczony pewien szczegół, na który w ogóle nie zwróciłam uwagi, a dopiero pod koniec do mnie to dotarło? Oj, wiele razy. 

To, jak autorka manipulowała moimi emocjami, bardzo, bardzo mi się podobało, ale z drugiej strony byłam na nią wściekła. Niektóre wydarzenia nadal do mnie nie docierają. Nie zgadzam się na nie. Po prostu nie!

Po skończeniu książki miałam mętlik w głowie. Nie rozumiałam, jak można było tak zakończyć książkę? No jak?

Poza tym poznałam w tej książce mojego kolejnego książkowego męża – Cala. Mimo kluskowatości, polubiłam go. Scena z tańcem w ciemnej sali... Tak, zdecydowanie to było to, co pobudziło moje uczucia do niego. 

Znajdzie mi ktoś takiego w prawdziwym życiu? :D

Nie mam żadnych zastrzeżeń do wykreowanego świata. Do tych wszystkich miejsc. Niesamowitym przeżyciem była możliwość zwiedzenia tego wszystkiego za pomocą wyobraźni. Zresztą kto widział moje InstaStory podczas czytania, ten wie, jak to wszystko przeżywałam.

Książka już należy do jednych z moich faworytek i nie mogę się doczekać, aż przyjdzie kolej na "Szklany Miecz". Już na mnie czeka na półce ♥

Z całego serduszka mogę ją polecić, ale również należy liczyć się z tym, że książka jest odrobinę specyficzna i nie każdemu może przypaść do gustu. A już szczególnie tak jak mi.

Moja ocena: 8.5/10 ♥

"WYSPA POTĘPIONYCH" MELISSA DE LA CRUZ

„Wyspa Potępionych" – Melissa De La Cruz

Ilość stron: 320. Wydawnictwo: Egmont Polska.

"Przed dwudziestu laty wszyscy złoczyńcy zostali wypędzeni z królestwa Auradonu na Wyspę Potępionych [...]. Pozbawieni swych magicznych mocy, najgorsi z najgorszych żyją teraz w odosobnieniu, zapomniani przez resztę świata.
Jednak w Zakazanej Twierdzy ukryte jest Smocze Oko — klucz do prawdziwego mroku i jedyna nadzieja na ucieczkę. Tylko najsprytniejszy, najbardziej nikczemny i najniegodziwszy łotr zdoła je znaleźć... Któż to będzie? [...]"

 Każdy z nas chociażby kojarzy bajki Disneya — Śpiącą Królewnę, Królewnę Śnieżkę, Kopciuszka, Alladyna, Roszpunkę... I zapewne większość z nas kibicowała tym dobrym. Jednakże nawet ci źli mogą być dobrzy, o czym uświadamia nas ta książka.

Nie chodzi tu o Panią Mroku, czyli Diabolinę, zakochaną w sobie Złą Królowę, Cruellę de Mon, czy Dżafara — tutaj mamy do czynienia z ich dziećmi: Mal, Evie, Carlos i Jay. 

Mal najbardziej nikczemna szesnastolatka, Evie najpiękniejsza, Carlos mistrz łamigłówek matematycznych oraz Jay — najlepszy rabuś. Owa czwórka wyrusza na wyprawę po zaginioną różdżkę Diaboliny — lecz do przyjaźni jeszcze daleka droga. 

Mal i Jay znają się od dziecka i, chociaż się do tego nie przyznają, są najlepszymi "kumplami". Oboje uwielbiają się znęcać nad słabszymi, w tym nad Carlosem. Kiedy do ich szkoły przychodzi nowa uczennica — Evie, która do tej pory uczyła się w swoim zamku — do Mal wracają wspomnienia, kiedy to nie została zaproszona na urodziny księżniczki jako jedyna na wyspie. Pragnąc zemsty, urządza w domu Carlosa przyjęcie, od którego wszystko się zaczyna...

Książka według mnie jest ciekawa, czasem zabawna. Nie pogardziłabym większą ilością opisów, ale to tylko moja uwaga. 

Na pewno jest wymarzoną pozycją dla fanów filmu "Następcy", gdyż uchyla ona rąbka tajemnicy, jak poznali się główni bohaterowie oraz film jest jej "kontynuacją". Mamy nawet parę rozdziałów z perspektywy Bena! 

Jeśli chodzi o fabułę — trochę przewidywalna, ale na końcu stała się mała rzecz, której się na pewno nie spodziewałam, także tym uratowała się autorka. 

Ocena: 6/10 

"BIAŁA RÓŻA" (KLEJNOT, TOM 2) AMY EWING

,,Biała Róża" Amy Ewing


Ilość stron: 318. Wydawnictwo: Jaguar.



"Biała Róża" to kontynuacja "Klejnotu". 

W skrócie: Violet, główna bohaterka, jest surogatką i, jak każda surogatka, posiada magiczne zdolności. Arystokracja wykupuje je na corocznych Aukcjach, aby ich dzieci były piękne, wspaniałe i po prostu idealne. Violet mieszka w Domu Jeziora, lecz kiedy na jej drodze staje trzech mężczyzn przeciwnych zniewoleń, a ona odkrywa, kim tak naprawdę są "surogatki", pragnie wyzwolić wszystkie dziewczęta, aby połączyć siły i obalić Arystokrację.

Przyznam od razu, że ta część przebiła pierwszą bardzo, bardzo, bardzo! 
Nie przytoczę tu opisu owej książki, gdyż opis sam w sobie jest spojlerem pierwszego tomu. A jeśli nie czytaliście recenzji "Klejnotu", to zapraszam parę postów niżej.

W każdym razie książka zaskoczyła mnie już na pierwszych rozdziałach.
Po pierwszym tomie miałam już grupkę ulubionych postaci i, niech cię, jedna z nich poległa w pierwszym rozdziale. Zaś druga totalnie zwariowała i nie była sobą. Po prostu chaos!

Na początku było mi trudno się odnaleźć, bo akcja gnała, lecz później, gdzieś na setnej stronie, odrobinę zwolniła. Zaczęły do mnie docierać informacje, jakie były tam przekazywane i co się stało. Zaczęłam rozumieć, ale nie do końca. Nadal mam mętlik, pozostawiony przez Amy Ewing. Jestem naprawdę pod wrażeniem, tym bardziej, że po pierwszym tomie nie spodziewałam się czegoś, przez co zawładną mną emocje. A tu proszę.

Ale ostatnia strona najbardziej mną wstrząsnęła. Autorka igra z ogniem, naprawdę! Mam taką ochotę zasypać ją pytaniami, potrzebuję wyjaśnień "dlaczego". To, co się tam działo, to był obłęd! Ale coś mi mówi, że to, co się stanie w trzecim tomie, "Czarny Klucz", zabije mnie od środka.

Ocena: 7.5/10 
Polecam z całego serduszka.

Ktoś już czytał i podzieli się emocjami? A może to tylko ja tak wariowałam, czytając tę książkę?