,,Czerwona Królowa" Victoria Aveyard
Ilość stron: 483. Wydawnictwo: Moondrive.
,,Mieszkańcy Norty dzielą się ze względu na kolor krwi, na Srebrnych – arystokratów o nadprzyrodzonych umiejętnościach, i Czerwonych – zwykłych ludzi wykorzystywanych jako tania siła robocza i przymusowo wysyłanych na wojnę, która toczy się od prawie stu lat.
Właśnie taki los czeka wkrótce siedemnastoletnią Mare Borrow. Wydaje się, że dziewczyna ma jedynie złodziejski talent, ale gdy trafia na królewski dwór jako służąca, odkrywa w sobie moc, która stanowi dla Srebrnych ogromne niebezpieczeństwo.
Tymczasem w wyniszczonym kraju robi się coraz bardziej niespokojnie. Na sile przybierają ataki tajemniczej Szkarłatnej Gwardii walczącej o wyzwolenie Czerwonych..." – opis wydawnictwa.
Właśnie taki los czeka wkrótce siedemnastoletnią Mare Borrow. Wydaje się, że dziewczyna ma jedynie złodziejski talent, ale gdy trafia na królewski dwór jako służąca, odkrywa w sobie moc, która stanowi dla Srebrnych ogromne niebezpieczeństwo.
Tymczasem w wyniszczonym kraju robi się coraz bardziej niespokojnie. Na sile przybierają ataki tajemniczej Szkarłatnej Gwardii walczącej o wyzwolenie Czerwonych..." – opis wydawnictwa.
Wiele osób porównuje tę książkę do znanej zapewne większości z Was serii "Rywalki" Kiery Cass, czy też "Szklanego Tronu" Sarah J. Maas. Nie czytałam co prawda tej drugiej, ale na pewno nie mogę się z tym zgodzić.
Młodzieżowe fantasy z klimatami pałaców, magicznych zdolności i arystokracji zawsze ma wspólne wątki. Podział "lepsi – gorsi" istnieje w każdej tego typu powieści. Pałac i miłostki. Jak to mówią – miłosny trójkąt. No i odkrycia swoich korzeni. Czy przez te wspólne cechy należy porównywać jedną książkę do drugiej?
W "Czerwonej Królowej" i "Rywalkach" te wątki są mocniej wyróżnione. W jakiejś innej serii mogą być niezauważalne, ale wciąż są. Moim skromnym zdaniem te porównania są odrobinę nie na miejscu. Zresztą jeszcze nieraz się na ten temat zapewne wypowiem...
Ale wracając do książki. Bardzo szybko i bardzo przyjemnie mi się ją czytało, jeśli patrzymy na styl autorki. Lekki i swobodny. Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, choć główna bohaterka – Mare – jest najbardziej irytującym stworzeniem w książkowych wszechświecie. Naprawdę! Jej przyjaciel z dzieciństwa zaś – Kilorn – to jeden z najbardziej rozbrajających bohaterów w tej powieści.
Bardzo przypadło mi do gustu również takie jakby zagranie psychologiczne. Ta przebiegłość i tak naprawdę banalny przekaz. Ileż to razy w treści był zaznaczony pewien szczegół, na który w ogóle nie zwróciłam uwagi, a dopiero pod koniec do mnie to dotarło? Oj, wiele razy.
W "Czerwonej Królowej" i "Rywalkach" te wątki są mocniej wyróżnione. W jakiejś innej serii mogą być niezauważalne, ale wciąż są. Moim skromnym zdaniem te porównania są odrobinę nie na miejscu. Zresztą jeszcze nieraz się na ten temat zapewne wypowiem...
Ale wracając do książki. Bardzo szybko i bardzo przyjemnie mi się ją czytało, jeśli patrzymy na styl autorki. Lekki i swobodny. Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, choć główna bohaterka – Mare – jest najbardziej irytującym stworzeniem w książkowych wszechświecie. Naprawdę! Jej przyjaciel z dzieciństwa zaś – Kilorn – to jeden z najbardziej rozbrajających bohaterów w tej powieści.
Bardzo przypadło mi do gustu również takie jakby zagranie psychologiczne. Ta przebiegłość i tak naprawdę banalny przekaz. Ileż to razy w treści był zaznaczony pewien szczegół, na który w ogóle nie zwróciłam uwagi, a dopiero pod koniec do mnie to dotarło? Oj, wiele razy.
To, jak autorka manipulowała moimi emocjami, bardzo, bardzo mi się podobało, ale z drugiej strony byłam na nią wściekła. Niektóre wydarzenia nadal do mnie nie docierają. Nie zgadzam się na nie. Po prostu nie!
Po skończeniu książki miałam mętlik w głowie. Nie rozumiałam, jak można było tak zakończyć książkę? No jak?
Poza tym poznałam w tej książce mojego kolejnego książkowego męża – Cala. Mimo kluskowatości, polubiłam go. Scena z tańcem w ciemnej sali... Tak, zdecydowanie to było to, co pobudziło moje uczucia do niego.
Znajdzie mi ktoś takiego w prawdziwym życiu? :D
Nie mam żadnych zastrzeżeń do wykreowanego świata. Do tych wszystkich miejsc. Niesamowitym przeżyciem była możliwość zwiedzenia tego wszystkiego za pomocą wyobraźni. Zresztą kto widział moje InstaStory podczas czytania, ten wie, jak to wszystko przeżywałam.
Książka już należy do jednych z moich faworytek i nie mogę się doczekać, aż przyjdzie kolej na "Szklany Miecz". Już na mnie czeka na półce ♥
Z całego serduszka mogę ją polecić, ale również należy liczyć się z tym, że książka jest odrobinę specyficzna i nie każdemu może przypaść do gustu. A już szczególnie tak jak mi.
Moja ocena: 8.5/10 ♥
Książka już należy do jednych z moich faworytek i nie mogę się doczekać, aż przyjdzie kolej na "Szklany Miecz". Już na mnie czeka na półce ♥
Z całego serduszka mogę ją polecić, ale również należy liczyć się z tym, że książka jest odrobinę specyficzna i nie każdemu może przypaść do gustu. A już szczególnie tak jak mi.
Moja ocena: 8.5/10 ♥

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz