Obserwatorzy

środa, 21 listopada 2018

„Jak podrewać drania? Sebastian” Sara Ney

„Jak poderwać drania? Sebastian” — Sara Ney



Wydawnictwo Kobiece

Sebastian „Oz” Osborne to jeden z członków drużyny zapaśniczej w kampusie. Ma wielu znajomych, dziewczyn na pęczki i urodę jak mało kto. Prawie każdy na kampusie chce się z nim zaprzyjaźnić albo choć wymienić dwa zdania.

No właśnie, prawie każdy.

Jak na romans przystało, pojawia się druga osoba, która w tym romansie będzie uczestniczyć — rówieśniczka Sebastiana, Jameson … . Dziewczyna nie bardzo angażuje się w życie kampusu, stara się być choćby dobrą uczennicą, mieć poprawne oceny i wyznaje zasadę, że nie należy oceniać dziewczyny po jej kardiganie. Nie szaleje tak jak jej współlokatorki na imprezach, nie ma nawet chłopaka, a choć każdy uważa ją za dość nieśmiałą, okazuje się być po prostu niezainteresowana niczym poza nauką.

Aż dochodzi do momentu, w którym nasi bohaterowie spotykają się, krzyżują swoje spojrzenia i knot świecy zaczyna się powoli palić drobnym płomieniem uczucia.

Książka, która ma w sobie masę schematycznych wątków, jednocześnie stara się wyjść poza ich ramy. Mamy tutaj tak zwanego „bad boya” i „szarą myszkę”, jednak postacie te mają na tyle złożone charaktery, że stają się prawie że prawdziwe.

No ale właśnie — mamy to „prawie”.

Mimo że książkę czytało się przyjemnie ze względu na lekki i pełen humoru styl autorki, była ona prawie bardzo dobra. Prawie wychodziła poza ramy schematów. Prawie stała się jedną z moich ulubionych pozycji Young Adult.

Pięknie i uroczo opisany romans, charakterystyczny wątek kardiganów, dobrze wykreowani bohaterowie, humor praktycznie co stronę, emocje i napięcie… a jednak czegoś mi brakowało. Gdy akcja rozpędza się niczym na rollercoasterze, dochodzi do punktu kulminacyjnego — coś zaczyna się sypać. Jak gdyby autorka chciała koniecznie napisać na konkretną liczbę stron, żeby je jakkolwiek zapełnić. Akcja nagle zwalnia; im bliżej końca, tym nudniej. Kiedy to na początku nie mogłam się oderwać od książki, tak pod koniec nie miałam nawet ochoty po nią sięgać.

Do minusów można również zaliczyć wstawiane co rozdział cytaty, kompletnie nie mające żadnego powiązania z historią. Dezorientują czytelnika i, bo chyba taka miała być ich rola, nie są wcale takie zabawne (to znaczy większość). Ale, cóż, na pewno jest to w pewnym sensie ciekawy i oryginalny zabieg, który nie pojawia się w co drugiej książce.

Jednak poza ciemną stroną, mamy także tę jasną: jak już wcześniej wspomniałam, chociażby styl autorki, dla którego przeczytałam tę książkę do końca. Lekki, pełen humoru i ociekający emocjami. Właśnie to kocham najbardziej we wszystkich książkach Young Adult i cieszę się, że mimo wszystko ta pozycja również to posiadała.

Uważam, że książka Sary Ney jest warta przeczytania, szczególnie podczas stresujących chwil dla relaksu i odprężenia, bo, ku mojemu zdziwieniu, nie jest to irytująca historia jak wiele innych o podobnej tematyce! Za tę właśnie przyjemność dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu, które wydało ją w uroczej oprawie!

Moja ocena: 7/10.

niedziela, 7 października 2018

„KRONIKI JAARU: CZARNY AMULET" ADAM FABER

„Kroniki Jaaru: Czarny Amulet" — Adam Faber


Wydawnictwo: Czwarta Strona

Gdzie diabeł nie może, tam Kate Hallander pośle.

To zdanie idealnie określa przygody Kate w drugim tomie „Kronik Jaaru”.

Kate Hallander to nastoletnia czarownice, która odkryła w sobie magiczne talenty niedawno i gdy próbowała rzucić miłosny urok na Jonathana, sprawy się skomplikowały i poplątały niczym jej blond włosy z rana. Jednak gdy mocniejszym szarpnięciem grzebienia je odplątała, wszystko zdawało się wrócić do normy.

No, a przynajmniej prawie.

Gdy ciotka Hillena zabiera nastolatkę wraz ze swoją przyjaciółką Seleną na wakacje do miasta ludzi i wiedźm, by Kate mogła ze swoimi rówieśnikami praktykować czary, dzieją się bardzo nietypowe, wręcz przerażająco, rzeczy. Do tego dawne uczucie Kate do Jonathana znów płonie, gdy w tym dziwnym mieście spotyka i jego…

Książka, w porównaniu do pierwszego tomu, jest pełna akcji. Cały czas coś się dzieje, mamy tajemnice na każdym kroku, zabawne momenty, trochę wątku przyjaźni i zaledwie szczyptę miłości. Do tego dołączają trzy nowe postaci — Lilian, Tom oraz Diana. Lilian to radosna, piękna i gadatliwa czarownica, Tom mądry i inteligentny czarownik, Diana zaś jest najmłodsza z nich, ale za to najbardziej skryta.

Po sytuacji z Erato w pierwszym tomie i tym, jak Kamień wybrał Kate na swoją Strażniczkę, Kate wpada w obsesję i podejrzewa każdą napotkaną osobę o największe zło świata. I praktycznie nigdy nie odgaduje niczyich intencji.

Postać Kate oraz jej fera, Fiona, są wykreowane o wiele lepiej niż w „Księdze Luster”. Widać ich złożony nieco charakter, czego w poprzedniej części po prostu nie było. Dialogi, choć wciąż mam wrażenie, że są niekiedy wymuszone, przychodzą już bohaterom łatwiej i bardziej naturalnie. Czytanie „Czarnego Amuletu” nie męczyło, a sprawiało przyjemność.

Zakończenie mnie zaskoczyło, bo tego się nie spodziewałam. Tajemnice, rodzinne sekrety Jonathana oraz magia w miejscu, w którym zdawała się już dawno temu zasnąć…

Ale właśnie! Rodzina Jonathana i w ogóle sam Jonathan. Tego mi właśnie w „Księdze Luster” brakowało! W „Czarnym Amulecie” mamy więcej o charakterze i uczuciach Jonathana, wygląd jego rodzinnego domu składającego się tak naprawdę z tylko i wyłącznie matki oraz wspomnieniach po zmarłym dawno temu ojcu. Już w pierwszym tomie uważałam, że Jonathan to postać skryta i nieco mroczna, ale tutaj mamy to w (chyba) całej okazałości.

Jednak książka ma również wady. Mimo że widziałam sporo nawiązań do pierwszego tomu, to tak naprawdę „Czarny Amulet” możemy uznać jako inną historię. Może to i zaleta, ale dla mnie jest to minus — historia ma potencjał, który autor nieco marnuje.

Ponadto sam tytuł tej części nie nawiązuje jakkolwiek do historii — wątek owego amuletu pojawia się na samym początku, ginie w środku książki, po czym powraca na dwa zdania w jednym z ostatnich rozdziałów.

Czy można się zawieść tą książką? Myślę, że to zależy od podejścia. Jeśli spodziewamy się drugiego Harry’ego Pottera, możemy się przeliczyć, gdyż „Kroniki Jaaru” to seria baśniowa. Nie mamy zaskakującej fabuły, żadnej brutalności czy skomplikowanej magii — są tu dobro, zło oraz zaznaczona mocno puenta.

Baśniowy klimat książki idealnie łączy się z ciepłym kocem, herbatką oraz jesienną pogodą za oknem. Szczerze mogę polecić drugi tom „Kronik Jaaru” każdemu, kto ma ochotę zasmakować nieco magii.

Moja ocena: 8/10.

Niech magia Jaaru porwie Was do tego świata!

niedziela, 9 września 2018

„LEAH ON THE OFFBEAT/LEAH GUBI RYTM” Becky Albertalli

„LEAH ON THE OFFBEAT/LEAH GUBI RYTM” BECKY ALBERTALLI



Wydawnictwo oryginalne: Penguin.
Wydawnictwo polskie: We Need Ya.

Kontynuacja bestsellerowej powieści „Twój Simon/Simon oraz inni homo sapiens” Becky Albertalli.

Leah Burke, perkusistka żeńskiego zespołu Emoji, mistrzyni sarkazmu i najlepsza przyjaciółka Simona przejmuje ster we własnej historii o przyjaźni, pierwszej miłości i ostatnim roku szkoły.

Leah zazwyczaj trafia we właściwe dźwięki, w porównaniu do prawdziwego życia, w którym czasami gubi rytm. Jako jedynaczka i córka młodej, niezbyt zamożnej samotnej matki, zdecydowanie wyróżnia się w kręgu znajomych. Uwielbia rysować, lecz jest zbyt nieśmiała, żeby się tym chwalić. I chociaż jej mama wie, że Leah jest biseksualna, dziewczyna nie zebrała się jeszcze na odwagę, żeby powiedzieć o tym przyjaciołom – nawet swojemu BFF, Simonowi, który otwarcie przyznaje się do bycia gejem.

Kiedy dotychczas nierozerwalna więź łącząca grupkę przyjaciół zaczyna się rozpadać, Leah nie wie, co zrobić. Na horyzoncie majaczy bal na koniec szkoły i college, a napięcie w grupie z każdą chwilą rośnie coraz bardziej. Leah wypada ze swojego życiowego rytmu, gdy ludzie, których kocha, zaczynają się kłócić – a już zwłaszcza wtedy, gdy zdaje sobie sprawę, że wobec jednej z tych osób zaczyna rodzić się w niej uczucie, którego wcześniej nie znała”.


Opis wydawnictwa Czwarta Strona/We Need Ya

Książka ta łączy w sobie miłość, przyjaźń, dźwięki perkusji, komiksy i colę. Mamy tutaj sarkastyczną, ale w głębi duszy tak naprawdę zagubioną nastolatkę, jej paczkę przyjaciół, nieudolnego podrywacza, przyjaciela geja i… nieokreśloną dziewczynę w sprawie swojej orientacji seksualnej. I co ciekawe, każda postać, naprawdę każda, jest rewelacyjnie wykreowana.

Ich dialogi również są tak samo autentyczne jak oni — nie ma nic wymuszonego, wszystko jest tutaj jak najbardziej prawdziwe. To wszystko dopełniają wprawdzie krótkie, ale mocne i dające do myślenia opisy emocji — zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych. Ponadto nie są pomijane, choć książka nie skupia się tylko i wyłącznie na nich, autorka nie zapomina o nich.

W przeciwieństwie do paru, być może niewiele znaczących, wątków. Zdarzało się też tak, że Leah miała coś zrobić, ale autorka jakby zapomniała o tym. Jednak najbardziej irytowało mnie parę zachowań głównej bohaterki.

Leah sprawiała wrażenie, jak gdyby bawiła się uczuciami innych, niekiedy myślała tylko o sobie. Co prawda, dodawało to odrobiny realistyczności postaci, ale mi działało na nerwy. Czy ona robiła to umyślnie? A może była na tyle ślepa, że nie widziała, jaką krzywdę komuś wyrządza?

Do tego zachowywała się momentami wybitnie dziecinnie. Bała się poruszać najzwyklejsze pod słońcem sprawy, jak gdyby przez to mogła się stać jakaś tragiczna rzecz. Czy stwierdzenie, że nie ma odpowiedniego biustonosza na bal, jest aż tak zawstydzające, że musiała nazywać to „pewną częścią garderoby”?

Ale to wszystko było do wybaczenia, kiedy były opisywane urocze, acz prawdziwe, emocje, momenty. Czasami było nieco zbyt kolorowo, ale to w końcu powieść Becky Albertalli, przesłodkie, nieco nierealne zakończenia to jej specjalność! A przynajmniej tak mi się wydaje po „Simonie…”.
Warto również wspomnieć — gdyż książkę czytałam w oryginalnym języku (angielskim) — że jest on łatwy, prosty i przejrzysty. Myślę, że nie trzeba nawet zbyt mocno znać angielską gramatykę, aby zrozumieć, co się dzieje. A to jest oczywiście na plus.

Podsumowując, książkę czytało się bardzo przyjemnie, szybko i ze łzami w oczach — raz z rozbawienia, raz ze wzruszenia. Z ręką na sercu mogę polecić ją każdemu, nawet jeśli nie czytał historii o Simonie. I moim zdaniem „Leah…” zasługuje na dziewięć z dziesięciu kubków Coli.

Moja ocena: 9/10.

środa, 29 sierpnia 2018

„BUNTOWNICZKA Z PUSTYNI” ALWYN HAMILTON

„BUNTOWNICZKA Z PUSTYNI” — ALWYN HAMILTON



Wydawnictwo: Czwarta Strona.

Bardziej wybuchowa niż proch strzelniczy!
Bezkresne piaski pustyni przemierzają tajemnicze bestie, w których żyłach płynie czysty ogień. Krążą pogłoski, że istnieją jeszcze takie miejsca, w których dżiny wciąż parają się czarami. Lud Miraji coraz mocniej występuje przeciwko tyranii Sułtana. Każda noc pośród wydm pełna jest niebezpieczeństw i magii. Jednak osada Dustwalk nie jest ani magiczna, ani mistyczna – to zabita deskami dziura, którą nastoletnia Amani pragnie opuścić przy najbliższej okazji.
Buntowniczka wierzy, że dzięki talentowi w posługiwaniu się bronią, uda jej się uciec spod opieki despotycznego wuja. Podczas zawodów strzeleckich poznaje Jina – tajemniczego i przystojnego cudzoziemca, który może jej pomóc w realizacji planów. Amani nie przypuszcza jednak, że jedna, ryzykowana decyzja, sprawi, że będzie musiała uciekać przed armią Sułtana, ramię w ramię ze zbiegiem oskarżonym o zdradę stanu.
Opis wydawnictwa Czwarta Strona.
Amani to nastolatka żyjąca marzeniami, która po śmierci rodziców trafiła do wuja i jego żon. Przez całe swoje dzieciństwo strzelała z innymi dzieciakami do pustych puszek na pustyni, rewolwer jest jej więc bardzo dobrze znajomy i za jego pomocą stara się uciec do „lepszego” życia. I je odnajduje — choć nie do końca takie, jakie sobie wymarzyła.
Książka jest utrzymana w klimacie gorącym i idealnym na wakacje, każda strona parzy w palce pustynnym słońcem, przedzierającym się przezeń do czytelnika. Styl autorki swoją lekkością zabiera nas do krainy Amani, gdzie dżiny i koszmary pustyni czyhają na każdym kroku. Cała gama emocji sprawia, że od powieści nie można się oderwać, zaczynając od nutki humoru, który rozbawia do łez, przez nieustającą akcję, na tajemnicach i rosnącej stercie pytań bez odpowiedzi skończywszy.
Kreacja Amani oraz Jina nie jest wprawdzie najbardziej oryginalna, ale wszystkie te detale, które tworzą ich niezwykłą i nadzwyczajną znajomość, sprawiają, że nie można przestać uśmiechać się na samą wzmiankę o nich (tak jak ja właśnie szczerzę się w tym momencie!).
Świat przedstawiony jest w niesamowitym stylu, lekko, ale także i okrutnie. Nie można się oderwać od książki!
Jak dla mnie „Buntowniczka z pustyni” zasługuje na uwagę oraz osiem z dziesięciu piaskowych koron!
Moja ocena: 8/10.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

„SZKLANY TRON” SARAH J. MAAS

„Szklany Tron” Sarah J. Maas



Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 512

Siedemnastoletnia Celeana to najlepsza zabójczyni w całym Adarlanie, jednak pewnego dnia popełnia ogromny błąd i zostaje zesłana do obozu pracy w kopalni soli w Endovier. Aż rok później otrzymuje propozycję od samego księcia Doriana, dzięki której może odzyskać wolność.

Wystarczy tylko, że weźmie udział w turnieju na Obrońcę Króla, gdzie albo wygra i będzie cieszyć się wolnością po czterech latach służby, albo zostanie z powrotem odesłana do obozu i prawdopodobnie nie dożyje następnej wiosny.

Kiedy turniej się rozpoczyna, po kolei giną jego uczestnicy w dziwnych okolicznościach… Celeana musi odnaleźć mordercę, zanim sama stanie się ofiarą.

Książka ta to debiut Sarah J. Maas, który dopracowywała przez dziesięć lat, a mimo wszystko jest pełen absurdów. Sam tytuł Celeany, Najlepszej Zabójczyni Adarlanu, sprawiał autorce kłopot. Nie potrafiła konsekwentnie go używać. W końcu jaka zabójczyni otrzymałaby własną służącą, kompleks komnat i jeszcze otwarty balkon? Kto umieściłby największą przestępczyni w pałacu, przy samym królu? Pomijając te sprawy, było takich absurdów jeszcze więcej.

Kreacja Celeany była typowa — piękna, szorstka, okropna, sarkastyczna i znająca przeróżne odzywki — ale także i tutaj Sarah J. Maas się gubiła. Jeśli już nadajemy postaci taki tytuł, wypadałoby ją na taką postać wykreować. Natomiast to, że Celeana poczuła mdłości na widok trupa, jest nierealne. Morderczyni, która zabijała przez parę lat, robi się niedobrze na widok krwi? Jeju, jak?

Ale w książce absurdy są wynagrodzone ogromną dawką humoru i scen romantycznych. Mamy przekomarzanki zarówno Celeany z księciem Dorianem, jak i kapitanem Gwardii Królewskiej, Chaolem. Są to urocze sceny, choć czasami miałam wrażenie, że nasza zabójczyni za mocno wodzi za nos Doriana. Wręcz bawi się nim, co nawet mnie utwierdza na końcu książki. Jest to naprawdę okrutne z jej strony.

Na kreację świata autorka daje mocny nacisk, dzięki czemu łatwiej jest sobie wyobrazić Erileę nawet pomimo mapy. Mamy również intrygi na tle politycznym, co sprawia, że akcja staje się jeszcze ciekawsza.

Nie brakuje tu także zazdrości o księcia czy żądzy władzy, a również brutalności. Niemniej jednak można zauważyć, że w Dworach nie było jej tyle więcej, co była lepiej przedstawiona.

Jako że „Szklany Tron” to debiut Maas, da się zauważyć, jak wiele doświadczenia nabrała przed napisaniem „Dworu Cierni i Róż”. Jest to mocno widoczne szczególnie przy opisach emocji, gdzie w „Szklanym Tronie” mamy je zapisywane kompletnie inaczej i bardziej płytko. Ale jak to z Sarah J. Maas bywa, jej styl jest na tyle charakterystyczny, że ten typowy dla niej klimat czuć już od pierwszych stron.

I pomimo wszelkich absurdów, nonsensów i zagubień autorki, „Szklany Tron” to naprawdę godna polecenia książka, która jest idealną młodzieżową fantasy na każdą porę roku. Lekka, przyjemna, pełna humoru, ale i owiana tajemnicą — czyli to, co tygryski lubią najbardziej!

Myślę, że jak najbardziej zasługuje na uwagę!

Moja ocena: 7/10.