Obserwatorzy

sobota, 30 czerwca 2018

„DWÓR MGIEŁ I FURII" SARAH J. MAAS

„Dwór Mgieł i Furii" Sarah J. Maas




Wydawnictwo: Uroboros


Drugi tom „Dworu Cierni i Róż”.

Recenzja zawiera spoilery dotyczące pierwszego tomu.

Po wydarzeniach z „Dworu Cierni i Róż” Feyra wraz z Tamlinem wraca do Dworu Wiosny. Przez cały ten czas nawiedzają ją koszmary, które nie pozwalają spać, budzą dziewczynę co noc. Także wciąż nieprzyzwyczajona do swojego nowego ciała, ciała fae, potyka się, wszystko przewraca, zbyt mocno ściska różne rzeczy i je niszczy. Tamlin chce być jej oparciem, jednocześnie — bojąc się o jej bezpieczeństwo — zamyka ją w królewskiej klatce. To wszystko przyprawia Feyrę o dreszcze i koszmary się nasilają do tego stopnia, aż dziewczyna zaczyna mieć wątpliwości dotyczące ślubu… I wtedy na ratunek przybywa Rhysand.

W końcu nie mogło zabraknąć jego humoru i ciętego języka. Rhys także dba o swoje dobre imię i dotrzymuje danej Feyrze obietnicy — a może danej Rhysowi przez Feyrę obietnicy? — tłumacząc jej również ich niezwykłą więź.

Książka przez cały czas jest utrzymywana w świetnym klimacie, który wręcz bije od stron powieści. Poza tym mamy możliwość poznania wielu niezwykłych i uroczych, a także mrożących krew w żyłach, zwyczajów fae zarówno niskiego, jak i wysokiego rodu. Wszystko jest spójne i dobrze wplecione w fabułę, przez co pozwala nam to stać się częścią tej historii.

Nie mogłam się oderwać od książki nawet na moment, bo co chwilę były tak mocne zwroty akcji — bardzo, bardzo zaskakujące. Po prostu coś niesamowitego.

Jedynie boli mnie sposób, w jaki przedstawiony jest Tamlin. Nadopiekuńczy, szalony (i to nie w tym pozytywnym sensie), uparty, zachowujący się wręcz jak dzikie zwierzę, które właśnie ktoś spuścił ze smyczy. W drugim tomie został przedstawiony jako wątek „pojawiam się i znikam” — raz jest, potem go nie ma, nagle znowu jest i tak w kółku. Ponadto wniósł zaledwie odrobinę na koniec.

No i właśnie — koniec. Na ostatnich kartach książki zastajemy istny zamęt wątków i sekretów, o których dotąd nie wiedzieliśmy. Akcja została tak rozstrzygnięta, że tylko chcemy więcej i więcej. Bo czy może być coś gorszego niż zakończenie, które ewidentnie wskazuje na coś, czego się obawialiśmy, jednocześnie tego właśnie chcąc?

Podsumowując, jestem pod wrażeniem, jak rozwija się fabuła Dworów, i nie mogę się już doczekać, aż sięgnę po następny tom! Jestem dobrej myśli i wierzę, że trzecia część przygód Feyry będzie niesamowita i jeszcze lepsza!

poniedziałek, 25 czerwca 2018

RECENZJA EKRANIZACJI „TWÓJ SIMON" („SIMON ORAZ INNI HOMO SAPIENS")

TWÓJ SIMON" — EKRANIZACJA KSIĄŻKI BECKY ALBERTALLI



Wydawnictwo: Papierowy Księżyc

Simon to szesnastolatek ukrywający się ze swoją orientacją seksualną, o której wie tylko jeden jego przyjaciel — Blue. Chłopcy wymieniają między sobą e-maile, nie znając swoich tożsamości, wiedząc jedynie, że chodzą razem do tej samej szkoły. I wtedy dzieje się coś strasznego, „mała katastrofa” czy też „monumentalna tragedia”, a mianowicie klasowy błazen, Martin, dowiaduje się o korespondencji Simona. Szantażuje chłopaka, że jeśli ten nie pomoże mu w poderwaniu przyjaciółki Simona, Abby, on powie całej szkole, że jest gejem.


W międzyczasie Simon szuka wśród ludzi ze szkoły Blue, jednocześnie starając się, by świat nie poznał jego tajemnicy.


Film, mimo że pod wieloma względami różni się od książki (więcej o tym będzie w dalszej części recenzji, gdzie przedstawione zostaną różnice wraz ze spoilerami), jest utrzymany w naprawdę genialnym klimacie, który tak bardzo mnie zachwycił w książce. Do tego mamy świetną obsadę — przede wszystkim mamy Nicka Robinsona jako Simona Spiera — a poza tym także są dialogi na wysokim poziomie, nawet niewiele się różnią od tych znanych nam z powieści.


Grę aktorską trudno mi ocenić, była po prostu wspaniała. Podkład muzyczny idealnie wpasował się w daną sytuację i moment, po prostu nie potrafię pod tym względem niczego zarzucić.


Jest to jedna z najlepszych ekranizacji, na jakich było mi dane być. Urocza, napawająca nadzieją historia ze wspaniałą obsadą i rewelacyjną oprawą techniczną!


Choć książka jest — moim zdaniem — o wiele lepsza i o wiele lepiej ma ukazany w sobie przekaz, to na filmie najwięcej (i chyba najgłośniej) płakałam oraz przeżywałam to wszystko; emocje sięgały zenitu.




Różnice między Simonem Spierem a Simonem Spierem — czyli porównanie książki z filmem


W tej części opinii mogą pojawić się spoilery.


Zawsze jest tak, że pomiędzy książką a jej ekranizacją są różnice. Czasami wielkie, a czasami małe i niewiele znaczące. Czy i z tą ekranizacją tak jest?


  1. Początek filmu, czyli gdzie zaczyna się historia

    W książce rozpoczyna się ona od rozmowy Simona z Martinem na temat e-mailów z Blue. Natomiast w filmie poznajemy głównego bohatera i jego rodzinę na bodajże siedemnastych urodzinach Simona, gdy dostaje jako prezent samochód. Dopiero po parudziesięciu minutach mamy scenę książki, która i tak się różni.

  2. E-maile z Blue, czyli za kulisami szantażu Martina

    Kiedy Martin i Simon ukrywają się za kulisami teatru i tam właśnie chłopak szantażuje młodego Spiera, tak w filmie mamy scenę, gdy Simon wybiega z próby, aby skontaktować się z Blue jak najszybciej, i wtedy zza rogu wypada za nim Martin. Chłopak mu spokojnie i z uśmiechem wszystko opowiada, jednak tutaj dialog nie różni się praktycznie niczym.

  3. Zasięg w szkole a dyrektor i parking

    W filmowej szkole Simona panują podobne zasady do niektórych polskich szkół — nauczyciel widzi korzystającego z telefonu ucznia na korytarzu, więc mu go zabiera. Tutaj wprawdzie robi to dyrektor, nieco wręcz nieudolnie. Jednak się stara, a to o czymś znaczy, prawda? Niemniej jednak w książce mamy tylko informację, że w szkole nie ma dostępnego dla uczniów WI-FI, a nie że dyrektor zabiera telefony. No i także zaraz dojdziemy do wątku o dyrektorze.

  4. Głowa szkoły z otwartymi uszami, jak i drzwiami

    Czytaliście książkę i na widok słowa „dyrektor” zastanawiacie się, o czym mowa? W końcu w niej nie było żadnego dyrektora! Cóż, tutaj jest — humorystyczny mężczyzna z hasłem: „Otwarte uszy, otwarte drzwi”, czy jakoś tak. Miła, przyjemna postać, choć średnio realistyczna. A przynajmniej do czasu, gdy — jak wszyscy wiemy i z książki, i z filmu — sekret Simona wychodzi na jaw. Wtedy dyrektor, a właściwie wice-, dystansuje się trochę.

  5. Rasa Biebera — istotna?

    Może to szczegół, na pewno nie do końca istotny. Praktycznie nic nie znaczący, jednak nieco razi: a mianowicie rasa psa Simona, Biebera. Bieber, według Becky Albertali, to pies o rasie Golden Retriver, natomiast w filmie (o ile dobrze pamiętam) mamy Beagle’a. Może to czepianie się, ale mimo wszystko to wciąż różnica.

  6. Lea(h), od kiedy Ty masz psa?

    Być może to jest dodane w książce o Leai/h (mam problem: pisać jej imię tak, jak jest w książce przetłumaczone czy w filmie?), niemniej jednak nie w Simonie. Otóż w jednej scenie widzimy Leah wyprowadzającą psa, w książce zaś nie pamiętam, aby było o tym mówione. Znowu nieistotny szczegół, ale oglądając film, zaintrygował mnie. No bo, Leah, od kiedy Ty masz psa?

  7. Co ma „Blue” do „Smutnego” — czyli jak polskie tłumaczenie nie tylko niszczyło powagę niektórych sytuacji, ale i sprawiało, że znikał mały easter egg

    Pamiętacie e-maile chłopców? @bluegreen oraz @ , zaś w filmie nie dość, że Simon ma kompletnie inny e-mail, to także tłumaczenie odbiega od sensu. Jak ten e-mail Simona można tam olać, tak przetłumaczenia „Blue” na „Smutnego” zdzierżeć nie mogę. Wprawdzie w filmie trudno się domyślić, kim jest Blue za pomocą jego nazwy g-maila, jak to było w książce, niemniej jednak to wciąż była mała podpowiedź. Choć nazwisko Blue padło bodajże raz, to dla spostrzegawczej osoby wystarczyło, by zaczęła snuć domysły (jeśli przed filmem nie czytała książki; gdy ja byłam w kinie, to na chyba szesnaście osób na sali może z trzy czytały książkę przed obejrzeniem jej ekranizacji). Wiecie, @bluegreen. Ekhem. I to chyba była najbardziej raniąca mnie różnica. Już nawet nie licząc tej następnej…

  8. Miłosne rozterki Leah

    Jak pamiętamy zapewne wszyscy dobrze z książki, Leah zakochała się po uszy w Nicku. Można by rzec, iż Martin w pewnym sensie mógł im pomóc poprzez swój szantaż, czym usprawiedliwiał się Simon — i tu już nie tylko w książce, ale i w filmie. Jednak w ekranizacji wątek miłosny Leah jest trochę odmieniony. Otóż dziewczyna jest zakochana w swoim przyjacielu, tyle że nie tym. Tak, dokładnie — kocha się w Simonie. Nie mogę powiedzieć, że wątek został źle poprowadzony, bo jedynie nie podobała mi się końcówka. Ale mimo wszystko był naprawdę ciekawie zrobiony. I choć z początku myślałam tylko, jak bardzo to zawalili, tak ostatecznie byłam pozytywnie zaskoczona.

  9. Kelner w Waffle House, który nie istniał

    Pamiętacie wszystkich „podejrzanych” o bycie Blue? W filmie postanowili dodać jeszcze kogoś, a mianowicie kelnera z Waffle House, gdzie Simon próbował zeswatać Abby z Martinem pod pretekstem przećwiczenia ról. Obsługujący ich kelner wpadł Simonowi w oko, aż ten zaczął go podejrzewać o bycie Blue, tylko… czy w książce to miało miejsce? Nie wydaje mi się.

  10. Ostatnia różnica, a właściwie brak, którego znieść nie mogę najmocniej

    Jedna z najbardziej uroczych scen — poza odkryciem tożsamości Blue, oczywiście — została wycięta. Pamiętacie, jak Simon wiózł Cala na krześle biurowym? No właśnie. Czekałam na tę scenę, odkąd przeczytałam książkę, a potem dowiedziałam się o ekranizacji. I tej sceny NIE BYŁO. Bo choć całościowo film był genialny i wspaniały, już dawno tak nie płakałam, to bolał mnie brak tej właśnie sceny. Nawet przez moment poczułam rozczarowanie. Już na zawsze ta scena pozostanie tylko i wyłącznie w mojej wyobraźni… A może to i dobrze…?



Znalazłam dziesięć różnic, mniejszych czy większych. Też je znaleźliście? A może macie ich więcej i chcecie się nimi podzielić w komentarzach? Jeśli tak, to śmiało!


Podsumowując, film był dla mnie świetnym dodatkiem i innym sposobem na opowiedzenie historii Simona Spiera oraz jego przyjaciół.


A jak Wam się podobał? Byliście? :D

Moja ocena: 9/10.

Za simonową paczkę z książką w filmowej oprawie dziękuję ślicznie wydawnictwu Papierowy Księżyc! ♥