„Dwór Mgieł i Furii" Sarah J. Maas
Wydawnictwo: Uroboros
Drugi tom „Dworu Cierni i Róż”.
Recenzja zawiera spoilery dotyczące pierwszego tomu.
Po wydarzeniach z „Dworu Cierni i Róż” Feyra wraz z Tamlinem wraca do Dworu Wiosny. Przez cały ten czas nawiedzają ją koszmary, które nie pozwalają spać, budzą dziewczynę co noc. Także wciąż nieprzyzwyczajona do swojego nowego ciała, ciała fae, potyka się, wszystko przewraca, zbyt mocno ściska różne rzeczy i je niszczy. Tamlin chce być jej oparciem, jednocześnie — bojąc się o jej bezpieczeństwo — zamyka ją w królewskiej klatce. To wszystko przyprawia Feyrę o dreszcze i koszmary się nasilają do tego stopnia, aż dziewczyna zaczyna mieć wątpliwości dotyczące ślubu… I wtedy na ratunek przybywa Rhysand.
W końcu nie mogło zabraknąć jego humoru i ciętego języka. Rhys także dba o swoje dobre imię i dotrzymuje danej Feyrze obietnicy — a może danej Rhysowi przez Feyrę obietnicy? — tłumacząc jej również ich niezwykłą więź.
Książka przez cały czas jest utrzymywana w świetnym klimacie, który wręcz bije od stron powieści. Poza tym mamy możliwość poznania wielu niezwykłych i uroczych, a także mrożących krew w żyłach, zwyczajów fae zarówno niskiego, jak i wysokiego rodu. Wszystko jest spójne i dobrze wplecione w fabułę, przez co pozwala nam to stać się częścią tej historii.
Nie mogłam się oderwać od książki nawet na moment, bo co chwilę były tak mocne zwroty akcji — bardzo, bardzo zaskakujące. Po prostu coś niesamowitego.
Jedynie boli mnie sposób, w jaki przedstawiony jest Tamlin. Nadopiekuńczy, szalony (i to nie w tym pozytywnym sensie), uparty, zachowujący się wręcz jak dzikie zwierzę, które właśnie ktoś spuścił ze smyczy. W drugim tomie został przedstawiony jako wątek „pojawiam się i znikam” — raz jest, potem go nie ma, nagle znowu jest i tak w kółku. Ponadto wniósł zaledwie odrobinę na koniec.
No i właśnie — koniec. Na ostatnich kartach książki zastajemy istny zamęt wątków i sekretów, o których dotąd nie wiedzieliśmy. Akcja została tak rozstrzygnięta, że tylko chcemy więcej i więcej. Bo czy może być coś gorszego niż zakończenie, które ewidentnie wskazuje na coś, czego się obawialiśmy, jednocześnie tego właśnie chcąc?
Podsumowując, jestem pod wrażeniem, jak rozwija się fabuła Dworów, i nie mogę się już doczekać, aż sięgnę po następny tom! Jestem dobrej myśli i wierzę, że trzecia część przygód Feyry będzie niesamowita i jeszcze lepsza!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz