„Lir: Przebudzenie ” Patryk Michał Widz
Wydawnictwo: Warszawska Grupa Wydawnicza
Liczba stron: 315.
Na północy kontynentu, co dziesięć lat, pojawia się tajemniczy wojownik o imieniu Archon. Pewnego dnia trafia na małą wioskę, gdzie zabija wszystkich poza mieszkającym tam dziesięcioletnim chłopcem, Parloksem. Pieczę nad chłopcem przejmuje druid, który uczy go paru druidzkich sztuczek do momentu, kiedy Parloks zostaje najemnikiem i wyjeżdża w poszukiwaniu pracy. Dekadę później Archon znów się pojawia, a w okolicy zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Parloks jest zmuszony do stawienia czoła zagrożeniu i powstrzymania złego wojownika przed zniszczeniem świata.
Parloks ma paczkę przyjaciół, którzy wspierają siebie nawzajem. W czasie jednej z wypraw napotykają bandytów atakujących młodą kobietę, Anael, i postanawiają jej pomóc. Tak oto do ich grona dochodzi dziewczyna, której znaczenie w fabule jest bardzo duże.
Historia paczki przyjaciół jest wprawdzie schematyczna i niemal od samego początku wiadomo, kto wygra. Ale to nie oznacza, że w książce brak zwrotów akcji — pojawiają się, raz bardziej zaskakujące, raz mniej. I szczerze mówiąc, jeden mnie bardzo zaskoczył. A tego się nie spodziewałam po tej pozycji.
Mimo że fabularnie książka jest przyjemna, to fatalnie się ją czyta — na 315 stron może parę zdań nie ma błędów interpunkcyjnych, czasami nawet gramatycznych czy w zapisie dialogów, a także mnóstwo powtórzeń, które łatwo można było zastąpić synonimami. Choć zdecydowanie najbardziej bolał mnie postawiony przecinek po wielokropku.
Już po paru stronach było jasne, że osoba odpowiadająca za korektę i redakcję książki na oczy nawet nie widziała.
Należy także wspomnieć o mądrych i skłaniających do refleksji słowach wypowiadanych przez bohaterów. Niemniej jednak czasami miałam wrażenie, jakby autor wplatał swoje przemyślenia odrobinę od czapy, co nadawało postaciom tylko sztuczności. Byli zdecydowanie niezbyt dobrze wykreowani, wręcz schematyczni i mdli. Co najmniej trzy czwarte z nich była przesłodko miła, kochana i wspaniała. Tego było za dużo.
Fabuła nie jest czymś nadzwyczaj oryginalnym, ot takie zwykłe fantasy umieszczone w średniowiecznych realiach. Jednak to nie było najbardziej irytujące.
Autor sam się gubił w niektórych wątkach, było sporo luk w fabule. Coś miało się dziać za parę dni, nagle to „parę dni” jest jutrem. I wiele, wiele innych, ale ze względu na spoilery nie będę ich tutaj przytaczać.
Ale są jednak sprawy, które ratują tę książkę i sprawiają, że mimo wszystkich tych błędów i niedopracowań chciałam skończyć czytać tę pozycję — a mówię tutaj o klimacie książki, utrzymywanym przez całą historię. I dlatego, choć nie mogę polecić tej pozycji każdemu z ręką na sercu, to na pewno zachęcam do przeczytania, aby samemu wyrobić sobie o niej własną opinię!
Moja ocena: 5/10.
(Więcej zdjęć z tą ciekawą okładką na moim Instagramie/Bookstagramie.)

